maja 20, 2013

I po co zawracają głowę?


Dzisiaj w większości branż mamy rynek pracodawcy. Tam, gdzie brak dobrych specjalistów, wciąż mamy rynek pracownika, z czym niektórym firmom ciężko się pogodzić. Post zainspirowany obserwacją rynku pracy, i jedną z ostatnich rekrutacji w wąskim specjalistycznym sektorze IT.

Nie jest przypadkiem niepodawanie zarobków w ogłoszeniach o pracę/zlecenie/kontrakt w naszym cudnym nadwiślańskim kraju... Rzadko pojawia się przedział zarobków, nie wspominając o konkretnej kwocie. O ile niekiedy firmie zlecającej dzięki temu uda się "wyrwać" na jakiś czas tańszego dobrego pracownika, o tyle nie oszczędzi na zawracaniu głowy wszystkim innym.

"Zawracanie głowy" ma różny wymiar.

Są firmy wyznające zasadę stawek studenckich* z nadzieją, że w rekrutacji wyłapią mało ceniącego swoją pracę specjalistę lub niezorientowanego w rynkowych stawkach. Bądź też na osobę zdesperowaną, przyjmującą każdą pracę lub taką której niemal zupełnie na wynagrodzeniu nie zależy (życzę powodzenia :P). Schemat jest prosty, rzucają ogłoszenie, prowadzona jest normalna rekrutacja ze standardowym wrednym podejściem - zbieramy stawki od kandydatów i nie podajemy naszej (co od razu powinno zapalić nam czerwoną lampkę). Niestety często do tego momentu nie mamy wielu możliwości wyłapać takiego pracodawcy. Do nielicznych sposobów należy śledzenie podobnych ofert, czy ofert tej samej firmy - prawie ciągła rekrutacja na to samo stanowisko bez rzadkich, specjalistycznych umiejętności, bardzo wiele niedobrego mówi o wystawiającej ją firmie. Nie zaglądam do nich.

Przy iluś tego rodzaju rektutacjach, i po pewnym czasie, informacje trafiają do sieci i dana firma jest skasowana w oczach lepszych specjalistów (jak i hejterów liczących na dobrą płacę bez umiejętności). Na ile szkody przynosi to firmie, to już w każdym przypadku trzeba ocenić indywidualnie, biorąc pod uwagę specyfikę branży, wydatki na szkolenia, rekrutacje, ucieczki pracowników i wszelkie inne zjawiska wynikające z niskich stawek wynagrodzeń, od poczucia że będą kraść bo na to zapracowali po nienawiść do koleżanki z biurka obok zarabiające 100zł więcej...

Inną formą zawracania głowy są rekrutacje 3-4 etapowe, ciągnące się miesiącami (!), po czym firma nagle chce sfinalizować zatrudnienie w ciągu tygodnia. Jako przykład mogę podać rekrutację do pewnej znanej firmy, trwającej 4 miesiące... szczęśliwie osoba której rekrutację obserwowałam została zatrudniona. Ciekawe, co pomyśleli inni kandydaci jak dostali odmowę po takim procesie?

Przykładów marnotrawienia uwagi i czasu można by mnożyć. Im bardziej rynek pracy zmienia się w rynek pracodawcy, tym głupsze zachowania z obu stron i co gorsza, negatywnie wpływa na branże, w których pracowników brakuje.

I tak tworzy się firma, po kontakcie z którą jedną z niewielu neutralnych myśli jest "po co zawracali mi i sobie głowę?"


*stawka studencka - stawka dla osoby bez doświadczenia (i nieraz wykształcenia branżowego), bliska stawce za prace fizyczne niewymagające niczego prócz siły...

12 komentarzy:

  1. Nadchodzą czasy pracowników. Coraz trudniej jest znaleźć solidnych pracowników. Dlatego firmy wydają tyle na ogłoszenia i proces zatrudnienia trwa 4 miesiące. Z mojego doświadczenia wiem, że nie jest łatwo znaleźć ludzi nadających się do pracy. Może mam za wysokie wymagania.

    OdpowiedzUsuń
  2. każdy kij ma dwa końce. często rekrutacje trwają tak długi okres czasu nie tylko z powodu braku specjalistów. coraz częściej można spotkać się też z sytuacją, kiedy zgłaszają się sami specjaliści ale z wymaganiami finansowymi. wówczas rekrutacja przeciąga się - z nadzieją, że jednak znajdzie się ktoś kto poda niższa stawkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, widzę, że ogarnia Ciebie frustracja ;-) rynek pracy jest zepsuty przez osoby poszukujące pracy, które godzą się na każdą stawkę, byleby jakąś pracę mieć. I niestety duży wkład w taką sytuację mają studenci. Pozwalają się doić niejednokrotnie za darmo (bezpłatne praktyki, staże - 3 miesiące roboty i won, kolejna partia studentów - w takiej sytuacji - po co zatrudniać), więc przyzwyczajają pracodawców do darmowej sił roboczej... Ta plaga dosięgnęła ostatnio też mocno opierającą się tej tendencji branżę informatyczną.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie tyle frustracja, co irytacja. Chociaż post jest napisany z perspektywy osoby szukającej pracy (i parę razy przy szukaniu zleceń po prostu moją reakcją na proponowaną stawką był śmiech), to tez nadto mam ostatnio obserwacji co się dzieje w firmach które zatrudniły właśnie niespecjalistów co się podejmą każdej pracy - taki efekt, jaka płaca (w końcu nieco zarabiam na poprawkach po takich osobnikach :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak :) co do studentów znów - z jednej strony dają się doić za darmo (praktyki), z drugiej - niejednokrotnie to jedyny sposób, by zdobyć doświadczenie. Tak było np. w moim przypadku. I dzisiaj sobie myślę, to dobrze się stało ;) kilka tygodni "dziadowania", a dzisiaj cieszę się dzięki temu z konkretnej pensji. Co do samego procesu rekrutacyjnego - wydaje mi się, że to też zależy od wielkości firmy, jej polityki, a przede wszystkim od ilości napływających zgłoszeń. Na pewno szybciej dostanie się odpowiedź, jeśli rywalizowało o stanowisko 30 osób, niż gdy rywalizowało 100 ;) pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Nie wiem czemu się dziwisz, że proces rekrutacji trwa długo. Przecież to normalne, że przedsiębiorca chce wybrać jak najlepszą osobę na dane stanowisko, a na to niestety potrzeba czasu.

    OdpowiedzUsuń
  6. 4 miesiące spośród tej samej grupy ludzi? PaniePiotrze, bądźmy dorośli. To nie było ani kluczowe, ani ważne stanowisko wymagające wielu czasochłonnych prób, testów, rozmów, itp działań.
    Zatrudniającym była duża firma i dzisiaj znam więcej niż jednego pracownika tej firmy. Niestety sposób przeprowadzenia rekrutacji dużo mówi o stosunku osób na decydujących stanowiskach do innych zatrudnionych. Dzisiaj napisałabym, że taka rekrutacja powinna włączyć alarm u kandydata...

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie rekrutacje to efekt tego, że nikt po prostu nie szanuje pracowników i już...
    Pomiata się ludźmi i to nie tylko pracownikami, ale również i partnerami biznesowymi, taki kraj...

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę krytyczny post, ale wiele w nim prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko to jest szczerą prawdą. To państwo zmusza noc do przejścia w szarą strefę i pracować na czarno żeby lepiej zarobić. Mam nadzieje że się to zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety takie są obecnie realia. Wiele osób prosto po studiach wpada momentami w desperacje i chce się już zaczepić o cokolwiek, no i trudno się temu dziwić. Przez pewien okres szuka się wymarzonej pracy, ale potem przychodzi obicie o rzeczywistość. Osobiście obecnie pracuję w ubezpieczeniach (porównywarka oc, ac, kalkulator i inne). Na początku nie była to moja dream job, ale teraz jestem bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń